Krowy, których nikt już nie chciał. Fukushima.

11 marca 2011 roku, o godzinie 14:46 miało miejsce największe trzęsienie ziemi we współczesnej historii Japonii. Wstrząs o sile 9.1, którego konsekwencją było tsunami tak potężne, że jego fale dotarły do wybrzeży obu Ameryk, od Alaski po Chile. Japońskie wybrzeże regionu Tokohu zmuszone było zmierzyć się z falami dochodzącymi do ponad 7 metrów.

Całe miasta zniknęły z powierzchni Ziemi, ponad milion budynków, głównie mieszkalnych, nie wytrzymał zarówno wstrząsu jak i późniejszego uderzenia fal, prawie 200,000 domów zostało doszczętnie zburzonych.

16,000 ludzi straciło życie. W miasteczku Minamisanriku (prefektura Miyagi), zamieszkanym przez 17,000 osób, życie straciło 9800.

Twarzą tej tragedii już zawsze będzie 25-letnia pracownica Departamentu Zarządzania Kryzysowego, Miki Endo, która do ostatniej chwili transmitowała ostrzeżenie o tsunami przez system głośników, aż do momentu gdy budynek, w którym się znajdowała został kompletnie zalany.

Jakby tego było mało Japonię czekała kolejna tragedia. Największe tsunami przyniosło konsekwencje, których nikt się nie spodziewał.

Elektrownie Fukushima Daiichi, Fukushima Daini, Onagawa i Tokai, łącznie posiadające 11 reaktorów, zostały automatycznie wyłączone od razu po pierwszym wstrząsie. Niestety, nikt nie przewidział, że nadejdzie tsunami o takiej sile.

Zarówno w Fukushima Daiichi jak i Daini fale tsunami przewyższyły zabezpieczenia przeciwpowodziowe czego konsekwencją było zniszczenie zapasowego systemu zasilania w Daiichi, co doprowadziło do 3 eksplozji i radioaktywnego wycieku.

Radioaktywny jod i cez wykryte zostały w wodzie pitnej 10 prefektur znajdujących się najbliżej elektrowni.

Ponad 200,000 osób zmuszonych zostało do ewakuacji, 43,000 osób wciąż nie ma szans na powrót do domu.

To ludzka twarz tej tragedii.

Jest w tym wszystkim jednak twarz, o której rzadko się wspomina. Region Tohoku jest często określany tym, który żywi Japonię. To tutaj produkuje się olbrzymią część japońskich warzyw i owoców, a duże połacie zieleni to pastwiska dla zwierząt. I to właśnie twarze tych zwierząt, to te o których się nie mówi.

Na całym terenie, obecnie wykluczonym, w 2011 roku znajdowało się ok. 4000 krów, 30,000 świń oraz ponad 600,000 kur. Niektórym udało się uciec, część została wypuszczona przez wolontariuszy. Większość z nich umarła z głodu, zamknięta w stodołach. Zwierzęta „gospodarskie”, w przeciwieństwie do tych domowych, nie miały prawa być ewakuowane. Krowy, którym udało się przeżyć dogorywały w boksach otoczone swoimi martwymi pobratymcami, świnie nie miały jak poruszać się w błocie zmieszanym z ekskrementami, kury, zgniecione w klatkach często zjadane żywcem przez szczury.

To właśnie ta zwierzęca twarz.

Moo Mow Garden to, założone tuż po katastrofie przez Tani Satsuki (谷咲月), sanktuarium dla zwierząt – skrawek ziemi znajdujący się w bliskiej odległości od Fukushimy, wciąż na terenie objętym zakazem powrotu ( tzw. niemożliwym do powrotu w najbliższym czasie). Znajduje się na  nim 11 krów uratowanych przez Tani od pewnej śmierci.

Historia tego schroniska jest naprawdę niezwykła. Tani, kiedy dowiedziała się o tym, że krowy, porzucone po katastrofie, umierają z głodu (nie w wyniku obrażeń związanych z trzęsieniem ziemi, tsunami czy w skutek promieniowania), porzuciła dobrą pracę w Tokio i przeniosła się w rejon Fukushimy. Podjęła pracę w lokalnym sklepie całodobowym i każdego dnia doglądała krów. Udało jej się uratować 11, „tylko 11”, jak często powtarza Tani, ze łzami w oczach.

11, również ze względu na to, że dla japońskiego rządu krowy, które przeżyły Fukushimę, to krowy skazane na śmierć. Większość z nich zginie od kuli, krowy są systematycznie wybijane, uznane za zdziczałe, a jednocześnie oznakowane jako niezdatne do „spożycia”.

Każda z krów Tani ma swoje imię, na które reaguje, niektóre wciąż boją się obcych, zapewne po tym czego doświadczyły tuż po katastrofie. Niektóre, jak Mutsuka, garną się do ludzi jak szczeniaki.

Priorytetem Tani jest w tej chwili przekonanie rządu, że krowy mogą stanowić ważną część ekosystemu, że skoro zwierzęta i tak tu są mogą też okazać się przydatne, że nie powinno się ich zabijać. Krowy, na każdym terenie na którym się znajdują wyjadają każdy skrawek zieleni, dzięki czemu nie trzeba zatrudniać ludzi, którzy by się tym zajęli, nie muszą więc przebywać na ryzykownym terenie. Tego argumentu używa Tani, aby przekonać japoński rząd, aby pozwolił pozostałym na tych terenach zwierzętom po prostu żyć.

Bardzo często wracam myślami do Tani i jej krów. To właśnie Japonia, którą chcę pamiętać. Dobroć, którą trudno wyrazić słowami, poświęcenie które współcześnie wydaje się wręcz niezrozumiałe. To również Japonia, moja Japonia.

moo1moo2moo3moo4moo5moo6moo7moo8moo9moo10moo11

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s