Kioto czyli opowieść o tłumach nie z tej ziemi i o człowieku, który wiedział o moim istnieniu zanim ja się dowiedziałam

Jeśli ktoś kiedykolwiek marzył o wyjeździe do Japonii Kioto zazwyczaj jest wysoko na liście miejsc, które warto odwiedzić. Przewodniki prześcigają się w barwnych opisach dawnej stolicy, internetowe rankingi wrzucają Kioto do pierwszej dziesiątki miejsc, które należy odwiedzić przed śmiercią, a Japończycy polecają odwiedzenie przynajmniej połowy z 2000 znajdujących się tam świątyń.

Nie ukrywam, że mnie też tam ciągnęło. Kioto, zwłaszcza dzielnica Gion, na zdjęciach wygląda jak jedno wielkie muzeum ery Edo. Okresu, który Japończycy wspominają często z zadumą (zapominając, że jest to też okres brutalnej okupacji i dominacji Japonii nad zarówno Chinami jak i Koreą Południową) i nostalgią. Era Edo wyróżnia się również architekturą, i to do tej ciągnęło mnie najbardziej.

Nasza podróż do Kioto była częścią większego wyjazdu, o którym już tutaj pisałam – zwiedziliśmy wtedy również Osakę i Narę. Do Kioto przyciągnęła mnie też inna historia.

Mój biologiczny ojciec był marynarzem. Pływał na Darze Młodzieży i podróżował często po całym świecie. Kilka lat przed moimi narodzinami spędził kilka tygodni w Osace, tam poznał młodego człowieka imieniem Osamu. Oboje mówili po angielsku (Osamu do Osaki z Kioto przywiodła fascynacja statkami) i po kilku, suto zakrapianych, godzinach – jak to zazwyczaj po alkoholu bywa – zostali przyjaciółmi. Korespondowali ze sobą, aż do śmierci mojego taty w 1989 roku. Przez kilka lat po śmierci to moja mama pisała do Osamu listy, niestety po przeprowadzce do Gdyni kontakt się urwał.

Kiedy postanowiliśmy z Zamaanem przeprowadzić się tutaj przypomniała mi się historia z dzieciństwa o przyjacielu rodziców z Japonii. Po krótkiej rozmowie z mamą postanowiłam wysłać do Kioto (z którego Osamu pochodził) pocztówkę, w której opisałam ze szczegółami kim jestem i co mnie do Japonii sprowadziło. Pocztówkę wysłałam na adres sprzed..30 lat. Na wszelki wypadek, oprócz naszego adresu w Tsukubie, napisałam też swojego maila. Jakim zaskoczeniem był więc dla mnie mail od Osamu kilka dni po pocztówce! Okazało się, że Osamu od ponad 40 lat mieszka w tym samym domu. I zaprasza do Kioto!

Podróż do Kioto z Osaki, w której nocowaliśmy, zajęła nam niecałą godzinę. Niedaleko dworca znaleźliśmy wypożyczalnię rowerów, dzięki czemu ułatwiliśmy sobie podróżowanie po Kioto. Z Osamu spotkaliśmy się przy wejściu do Ogrodu Botanicznego i zostaliśmy zaproszeni na szybką herbatę do jego domu. Tam poznaliśmy jego żonę Mikiko i udało nam się, przy zimnym piwie, spędzić przyjemnie godzinę. Przyznam szczerze, że na początku sytuacja ta była dla mnie wręcz surrealistyczna (znajomy ojca sprzed 30 lat..). Osamu okazał się jednak być przesympatycznym człowiekiem (mało japońskim, z dużą ilością angielskojęzycznych przekleństw;), dzięki temu godzina minęła błyskawicznie. Zostaliśmy też zaproszeni na hanami czyli piknik z okazji kwitnienia kwiatów wiśni, na który wybraliśmy się następnego dnia.

Samo Kioto okazało być się naprawdę piękne i zdecydowanie warte odwiedzenia. Natomiast, tak jak cała Japonia w sezonie wiśniowym, kompletnie przepełnione ludźmi. Spora część to turyści, przebrani w tanie, poliestrowe kimona (często przycięte do wersji mini:/), z pałeczkami wetkniętymi we włosy (pałeczki, są kurna fajans, do jedzenia!!!) i gwarem nie do zniesienia. Przemieszczający się jak w Pac-manie, po liniach prostych, po zewnętrznych uliczkach Gion (kiedy zboczyliśmy z głównej trasy byliśmy już zupełnie sami). Nie jest to wina Kioto, ale wiem, że następnym razem odwiedzę to miasto w sezonie mniej turystycznym:)

Oto i Kioto w obrazkach – tak jak wspomniałam, to sezon kwiatów wiśni, więc i na to możecie tutaj popatrzeć. Jest też zdjęcie z hanami, przygotowania do festiwalu i mniejsze lub większe świątynie.

IMG_2546IMG_2506IMG_2478IMG_2480IMG_2486IMG_2493IMG_2501IMG_2515IMG_2533IMG_2556IMG_2560IMG_2562IMG_2588IMG_2600IMG_2568

A, i przy okazji: jest też zdjęcie mojej największej sezonowej miłości czyli ichigo daifuku (いちご大福) – mochi z an czyli pastą z fasoli i świeżą truskawką – pychota!

IMG_2512

4 Comments

  1. W marcu mam być w Kioto i już nie mogę się doczekać 🙂 mam nadzieję że rzesze turystów mnie nie zrażą 😀 i że jednak wiśnie zakwitną, bo słyszałam że jest ryzyko, że to się nie zdarzy, bo niedawno zakwitły, kiedy było ciepło. Nie wiem ile w tym prawdy, ale jestem optymistką 🙂
    Myślisz że tydzień wystarczy na spokojne zwiedzanie okolic? 🙂

    Like

    1. W tym roku wiśnia kwitła dwa razy (japońskie lato było super koszmarem, trwało..5 miesięcy?, więc pogoda nie do końca ogarnęła) – jak byłam na przełomie marca i kwietnia to sakura była w pełnym rozkwicie, ale tłumy były makabryczne! Myślę, że tydzień na spokojnie wystarczy na Kioto i okolice, spróbowałabym też się wybrać trochę dalej niż Kioto, Nara i Osaka w regionie Kansai – może jeden dzień prefektura Mie albo Wakayama? Coś poza głównym szlakiem turystycznym. Ja w przyszłym roku planuję pozwiedzać trochę Tohoku, do którego dociera mniej niż 1% turystów;)
      Powodzenia i w razie czego pisz, z chęcią doradzę:)

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s