A little bit of Okinawa never hurt anyone czyli wspomnienia z głównej wyspy

Okinawa śniła mi się od lat (słodkie purpurowe ziemniaki, gaddemyt!), ale jako że dalej od Polski (przynajmniej w mojej głowie;) był tylko Mars nie sądziłam, że kiedykolwiek uda mi się tu dotrzeć.

Kiedy więc w marcu 2017 postanowiliśmy wyprowadzić się ze Stanów na rzecz Japonii wiedziałam już, że Naha to tylko kwestia czasu (i ciułania grosza..). Kiedy więc, sprawdzając z ciekawości ceny biletów, zobaczyłam, że mogę spędzić swoje urodziny właśnie tam (bo jestem spoko ciułaczem!) – nie zastanawiałam się specjalnie długo.

Lot z Tokyo do Nahy, stolicy prefektury Okinawa, zajął nam sympatyczne 3 godziny, ale widoki, które rozsadzały głowę (no kaman, bajeczne zielone wyspy i woda w kolorze nie-do-opisania [sorry, nie będę silić się na fascynujące metafory]), wynagrodziły lot najbardziej ciasnym samolotem świata.

Naha już od pierwszych chwil wydała się nam zupełnie inna niż nasze Kanto (region, w którym na co dzień mieszkamy) i każdy kolejny dzień tylko to potwierdzał. Ludzie inni, budynki inne, zapachy inne, hibiskus, który rośnie w każdej uliczce i powietrze, też inne. Historia Okinawy, zwłaszcza ta współczesna, jest tu widoczna na każdym kroku, zwłaszcza w kontekście kulturowym. Ze względu na bazę wojskową (ekhem..okupację..) wojsk amerykańskich dużo więcej osób zna tutaj język angielski, widać też wpływ Ameryki ostatnich 10-15 lat, bo dużo łatwiej natrafić tutaj na wegańskie opcje i w 100% wegańskie miejsca. Nie ma za to ani jednego 7-eleven (ot, ciekawostka)!

Wegańskich knajpek i opcji jest na Okinawie dostatek i są one naprawdę rewelacyjne – udało nam się więc dzięki temu zjeść najlepsze wegańskie sushi ever, turecką ucztę, której smak próbowałam, z marnym skutkiem, odtworzyć w domu i burgery w japońskiej wersji, z frytkami, których nie powstydziliby się najwięksi ziemniakożercy.

Kwietniowa pogoda zmienną jest chyba wszędzie, bo udało nam się – w ciągu naszych 5 dni – zaliczyć od lata do późnej jesieni, w tym jeden dzień z naprawdę konkretną ulewą. Jednakże, co jest olbrzymim plusem kwietnia, żaden dzień nie był na tyle zimny, żeby powstrzymać nas od zwiedzania i fotografowania ile wlezie. Wrzucam więc zdjęcia z dnia, w którym udało nam się poprzemieszczać od plaży do plaży. Okinawa ma jednak dużo więcej do zaoferowania dlatego też – już w sierpniu lecimy tam ponownie (już tydzień po kwietniowym pobycie kupowaliśmy bilety na sierpień:>).

Zaznaczam jednak, dla tych którzy planują tutaj kiedyś dotrzeć, że Okinawa to miejsce, w którym bez samochodu ani rusz. Komunikacja niby istnieje, ale znika po zmroku. Autobusy jeżdżą rzadko i nieregularnie. Pomimo większej dostępności języka angielskiego to wciąż jednak Japonia, więc z komunikacją można mieć problem jeśli nie zna się języka. To wszystko jednak nie powinno nikogo powstrzymywać przed odwiedzeniem tego cudnego miejsca. Ja, po 5 dniach, wylatywałam zakochana do granic.

Okinawa to raj!

 

IMG_2788IMG_2663IMG_2671IMG_2754IMG_2736IMG_2801

1 Comment

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s