Mój pierwszy raz w onsenie czyli japońskie gorące źródła i piękno Senjogohary w jednym

Jednym z moich noworocznych postanowień było próbowanie każdego miesiąca przynajmniej jednej nowej rzeczy. Styczeń minął mi więc pod znakiem kompletnego nie spożywania alkoholu (i wcale nie mam ochoty wracać do picia, jest to jedna z lepszych rzeczy jaką mogłam zrobić dla swojego organizmu, ale o tym innym razem:), luty natomiast to głównie doświadczenia sportowo-japońskie.

Pierwszą rzeczą, której udało mi się doświadczyć w Japonii jest 5 godzin przemieszczania się w tzw. butach śnieżnych. W Tsukubie od kilkunastu lat prężnie działa Klub Górski (Tsukuba Walking and Mountaineering Club), do którego zapisałam się już w zeszłym roku, ale nie miałam odwagi wybrać się z nimi gdziekolwiek. Aż do..teraz:) Na początku lutego Klub Górski zorganizował wyprawę do miejscowości Nikko w prefekturze Tochigi, a dokładniej na płaskowyżowe bagna Senjōgahara (戦場ヶ原), które znajdują się na wysokości 1400 metrów nad poziomem morza. Senjogohara jest przepięknym płaskim terenem otoczonym niezwykłymi górami, więc warto się tam wybrać o każdej porze roku (już planuję wiosenną wycieczkę, a jesienna już w ogóle będzie magiczna, bo Senjogohara jesienią zamienia się w teatr kolorów).

Poniżej możecie zobaczyć kilka zdjęć, które udało mi się zrobić w ciągu tych 5 godzin, a i tak nie oddadzą one tego jak niesamowicie tam było. Trekking w butach śnieżnych to mega zabawa i jak tylko będę miała okazję wybrać się na taką wyprawę ponownie zdecydowanie to zrobię!

A teraz do meritum czyli ważnej informacji, która znalazła się w tytule:) Tak, w końcu się udało! Trafiłam do onsenu i pozwolili mi z niego skorzystać! Tym, którzy nie wiedzą czy jest onsen już tłumaczę.

Onsen (温泉) , cytując Wikipedię, to japońskie gorące źródła, na których zbudowano kąpieliska publiczne: łaźnie (sentō), baseny, itp. Wiele źródeł ma właściwości lecznicze – zawierają pierwiastki i minerały. Dlaczego dopiero teraz? Odpowiedź jest prosta: tatuaże. Do większości onsenów nie mają wstępu osoby z widocznymi tatuażami. Po kilkukrotnych próbach skorzystania z łaźni po protu przestałam próbować. Na szczęście tym razem w grupie Klubu Górskiego było też kilku Japończyków, więc moje szanse urosły z 0% to mniej więcej 5% 😉 Po 5 godzinach trekkingu cała nasza grupa była kosmicznie zmęczona, onsen był więc oczywistym wyborem na relaks. I, ku mojemu zaskoczeniu, właściciele onsenu zgodzili się na to, abyśmy całą grupą skorzystali z przybytku!

Teraz trochę więcej o tym jak onsen wygląda od środka i jak funkcjonuje – przede wszystkim: z onsenu korzysta się NAGO! Zupełnie, do zera, nic, nada, nothing!

Rozbierasz się w malutkiej szatni, rzeczy zostawiasz albo w szafeczce, albo – tak jak w tym, w którym byłam ja – po prostu w małym koszyku na półce i idziesz pod prysznic. Pod prysznicem, jeśli jesteś gaijinem z widocznymi tatuażami, udajesz, że nie widzisz, że wszyscy się Ci bacznie przyglądają i szorujesz się super dokładnie (super mega dokładnie, pamiętaj – wszyscy patrzą!) mikro ręczniczkiem, który dostałaś na wstępie. Dodam: szorujesz się na siedząco, na stołku, nie na stojąco. Następnie albo zostajesz w środku i korzystasz z wewnętrznej części onsenu, albo tak jak my – wychodzisz na zewnątrz (temperatura na minusie, zaznaczam;) i pakujesz się do płytkiego basenu z cieplutką wodą,  w której leżysz plackiem. Kolejna ważna informacja: ręczniczek, którym się umyłaś bierzesz ze sobą i nie może on za żadne skarby trafić do onsenu – składasz go więc w ładną kosteczkę i..trzymasz na głowie. Tak. Pamiętaj również, że woda w onsenie może być naprawdę gorąca (pozdrawiam innych białych ludzi, którzy po wyjściu z wody bardziej przypominają kolorem krewetkę niż człowieka:>), więc jeśli zrobi Ci się słabo pochlap się chłodną prysznicową wodą, wróć do szatni, ubierz się i napij wody lub zimnej herbaty, która zazwyczaj czeka przed szatnią.

Większość onsenów na osobne baseny dla kobiet i mężczyzn, są też koedukacyjne (chociaż coraz rzadziej) oraz takie, które oferują prywatne łaźnie (więc można na przykład wybrać się całą rodziną).

Nasz onsen znajdował się w hotelu, więc może i tego powodu łatwiej było mi się tam dostać, nie ukrywam też że chwilkę zajęło mi przyzwyczajenie się zarówno do nagości jak i do..zapachu;) Woda w naszym onsenie wypełniona była siarką, więc zapach bąków i jajek utrzymywał się na mojej skórze przez dobrych kilka godzin:)

Czy planuję wybrać się do onsenu ponownie? No jacha! Jeśli więc macie okazję skorzystać z oryginalnej japońskiej łaźni – nie zastanawiajcie się długo:)

Ps. A tu kilka zdjęć ze strony hotelu, tak właśnie wyglądał nasz onsen (polecam go więc bardzo przy okazji – hotel, w którym onsen się znajduje nazywa się Nikko Astraea http://www.nikkoastraea.com/en/):

nikko_astraea_onsen2nikko_astraea_onsen

 

3 Comments

    1. A będziecie gdzieś poza Tokio czy tylko w Tokio? Jeśli tylko w Tokio to nie ma co sobie zawracać głowy onsenami, bo w Tokio są głównie public baths a nie onseny, a to zdecydowanie nie ta sama zabawa:) Ale jeśli odwiedzacie miejsca z naturalnymi źródłami, to zdecydowanie polecam, wtedy to mus! Nic nie relaksuje tak jak onsen – a ja z tych co nie lubią zarazków i rozbierać się przed obcymi, for real:)

      Liked by 1 person

      1. Nie mamy jeszcze zupełnego planu, napewno będziemy w Tokio i Kioto, ale mamy jeszcze ze 4 dni w zapasie. Prawdopodobnie pojedziemy do Nary i Himeji.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s