5 rzeczy, które uwielbiam w Japonii, czyli Nippon (日本) oczami gaikokujina.

Po roku spędzonym w Stanach Japonia wydała mi się na samym początku krajem z innej planety. Mało kto mówi po angielsku (nie twierdzę oczywiście, że wszyscy powinni znać ten język, ale tutaj ludzi mówiących w tym języku jest zdecydowanie mniej niż w innych nieanglojęzycznych krajach, a przynajmniej tak mi się wydawało na początku), nie jestem w stanie nic rozszyfrować, bo alfabet też inny (nie żebym tego nie wiedziała przed przyjazdem..) i pierwszy miesiąc był miesiącem kompletnego nieogaru (i wielu wegańskich wpadek..).

Jak widzę Japonię po 9 miesiącach? Japonia jest mega! Jest niesamowicie ciekawa, mega pomocna, bardzo bezpieczna i tylko odrobinę skomplikowana. Tak widzę ją przynajmniej ja:) Jacha, na początku nie jest łatwo, bariera językowa nie ułatwia, ale japoński rząd naprawdę stara się ułatwić życie obcokrajowcom.

Dzisiejszy post jest więc o tym co kocham w Japonii (obiecuję napisać również taki o tym co w Japonii mi nie za bardzo pasuje, podpowiadam, że pierwszym punktem będzie oczywiście TATUAŻOWA paranoja!).

Numer 1.

Toalety!!! Po pierwsze: toalety są wszędzie. W każdym konbini, na każdej stacji autobusowej czy metra, w każdym parku. Za darmo! Czyste, pachnące, zawsze z papierem toaletowym, mydłem, suszarką do rąk albo papierowymi ręcznikami!

Toalety są nawet na szczycie Fuji (mniej bajeranckie;)!

Dodatkowym olbrzymim plusem jest to, że toalety mają ‘tysiąc przycisków’. Są kabiny toaletowe, które mają wbudowane tzw. ‘zagłuszacze’, więc jak tylko wchodzisz do kabiny jedyne co słyszysz ty (i ludzie w pozostałych kabinach) to na przykład dźwięki lasu, szum morza itp.:)

Ok, toalety mają jeden minus (chociaż jest też opcja, że jestem jedyną osobą na planecie, która uważa to za minus a nie za plus;) – podgrzewane deski klozetowe! Dlaczego?!? Siadanie na ciepłej desce oznacza tylko jedno – ktoś siedział tam przed Tobą. Długo. Fuj.

Numer 2.

Konbini czyli sklepy ze wszystkim. Są wszędzie. WSZĘDZIE! Lawson, 7/11, Mini Stop, Family Mart. Setki w dużych miastach, kilkadziesiąt w mniejszych i przynajmniej kilka w malutkich wioseczkach. Na dużych stacjach tokijskiego metra. Zaopatrzone we wszystko co tylko może być potrzebne. Zawsze z toaletą i bankomatem. Niektóre z angielskimi tłumaczeniami, więc dla wegan raj totalny. Jedzenie na ciepło i na zimno. Lody i kawa. Szampony, odżywki, kremy, napoje, czasem nawet i bielizna, koszulki itp.

Co tylko chcesz.

Ba, żeby było ciekawiej: od przyszłego roku w niektórych Lawsonach będą również..samoobsługowe pralko-suszarki, a Family Mart od lutego 2018 wprowadza do większych sklepów..siłownie 24-godzinne (będą się znajdowały na 2 piętrze sklepu).

Numer 3.

Uprzejmość i życzliwość. Mieszkam w bloku z 14-oma piętrami. Wszyscy mówią sobie ‘dzień dobry’, każdy czeka z windą, wszyscy się przepuszczają i na schodach i w windzie, nikt się nie pcha. Jeśli potrzebujesz pomocy – są od tego organizacje. Większe miasta mają darmowe usługi tłumaczeń dedykowane gaijinom (czyli obcokrajowcom). Są grupy na fb, są fora gdzie możesz zadać pytanie. Jasne, nie od razu Rzym zbudowano, więc nie wszystko działa na 100% (a czasem angielskie tłumaczenie zostawiają wiele do życzenia;) ale jest już naprawdę super. I my, oboje nie mówiący po japońsku (z wyjątkiem zwrotów grzecznościowych i językowych ciekawostek np. shouganai, ale o tym innym razem) dajemy radę ze wszystkim: z zakupami, z wizytami u lekarzy, z wynajęciem samochodu i podróżowaniem po Japonii właśnie dzięki życzliwości wszystkich dookoła.

Ludzie mówią sobie często ‘dzień dobry’ na ulicy, nawet nie do końca się znając (ja mówię na przykład codziennie ‘dzień dobry’ temu samemu starszemu robotnikowi na mojej drodze do pracy), słowo ‘przepraszam’ jest tutaj normą.

Nawet kiedy zdarza się, że jesteśmy zaczepiani w pubie przez lekko pijanych Japończyków nigdy nie jest to niegrzeczne czy nacechowane negatywnie. Zazwyczaj jest to nieśmiałe ‘Harrroo’ (Hello) albo pytanie o to skąd jesteśmy.

Jasne, nie każdy ma takie same doświadczenia (koleżanka, Ukrainka, pracowała przez chwilę w pubie i to jakiego chamstwa i obleszkowatości doświadczyła przekracza ludzkie pojęcie!), ale tak wyglądają na razie nasze. Oby się nie zmieniło;)

Numer 4.

Przyroda. Uważam, że Japonia jest wyjątkowa pod tym względem. Jasne, jak wszędzie można znaleźć miejsca, które pokazują nierozwagę w gospodarowaniu pieniędzmi (patrz: Nagano i zimowa olimpiada) czy po prostu bardzo subiektywną brzydotę, ale Japonia ogólnie jest niesamowicie piękna. Małe buddyjskie kapliczki można znaleźć kilka metrów od domu (wynika to z tego, że są ich tysiące!!), kiedy kwitnie wiśnia w każdej dzielnicy można znaleźć miejsce do podziwiania, a w okresie koyo czyli japońskiej jesieni zwykłe drzewo zamienia się w coś niesamowitego.

Lubię też bardzo jak Japończycy świętują zarówno wiosenną sakurę jak i jesienne momiji. Nikt nie siedzi w domu, Japończycy tłumnie wybywają na hanami czyli wiosenne pikniki (organizowane nie tylko przez znajomych, ale i miejsca pracy!), a jesienią w miejscach z największą różnorodnością kolorowych liści są po prostu kosmiczne tłumy.

Co roku agencje rządowe podają też z wyprzedzeniem gdzie i w jakim terminie można podziwiać kwitnące kwiaty wiśni (Serio! – jest nawet strona w języku angielskim: https://www.kyuhoshi.com/japan-cherry-blossom-forecast/).

Numer 5.

Rowery. Wszędzie! W Tsukubie, w której mieszkam nie ma chyba osoby, która nie miałaby roweru i regularnie z niego korzystała. Zazwyczaj są to tzw. mamachari czyli oldschoolowe rowery, najczęściej bez przerzutek, ale za to z koszykiem z przodu, na zakupy. Mamachari jest najlepszym wynalazkiem zaraz po wynalezieniu koła i na swoim zrobiłam już setki kilometrów, bo korzystam z niego codziennie. Niektóre, bardziej bajeranckie mamachari mają 2 koszyki, jeden z przodu, drugi z tyłu, więc nawet olbrzymie zakupy da się zrobić na raz i bez posiadania samochodu.

Japońskie rowery wyposażone są też w tzw. o-locka, czyli bardzo proste zabezpieczenie przed kradzieżą (w Stanach mój rower byłby wspomnieniem po pierwszej nocy bez 100 dodatkowych zabezpieczeń) i nie ma szans, że kiedykolwiek wyjdę przed budynek i roweru nie będzie (odpukać!). Podobno kradzieże się czasem w Japonii zdarzają, ale nie znam nikogo komu rower by zniknął.

Tsukuba jest też cudownie płaska, jak naleśnik (jeden z nielicznych takich regionów w górzystej Japonii), więc jazda rowerem to mega przyjemność.

Ok, to wszystko na dzisiaj, mam nadzieję, że jeszcze przed świętami uda mi się wrzucić post o rzeczach, które..ekhem ekhem..nie do końca mi..ekhem..pasują.

 

5 Comments

  1. Mam właśnie wybrać się do kraju kwitnącej wiśni i to co piszesz jeszcze bardziej mnie do teog przekonuje. Mój chłopak już tam był i właśnie z toalet się śmiał i nawet do domu kupił biobidet. U nas niestety toalety nie dość że płatne to i średnio z czystością o zapachu nie wspomnę. Ale właśnie ta życzliwość to chyba najbardziej przyciąga i jest zaraźliwa.

    Liked by 1 person

  2. Dla mnie Japonia zawsze była ogromnym marzeniem i o ile od kilku lat dość sporo podróżuję to do Japonii jeszcze nie dotarłam. Może uda się tam dotrzeć w przyszłym roku. 🙂
    Będę obserwować Twojego bloga, może tym bardziej mnie zachęci do wyjazdu 😉

    Like

  3. Kurcze, umknął mi komentarz! Róża, kiedy planujesz wyprawę? W razie czego pisz śmiało i pytaj – udało mi się zobaczyć już kawał Japonii, więc wiem które miejsca to turystyczna wydmuszka, a które są naprawdę warte zobaczenia:) Japońska życzliwość, nawet jeśli jest trochę sztuczna i wymuszona to i tak dla mnie to milsze niż brak życzliwości. Cudowne jest też japońskie bezpieczeństwo, za tym będę bardzo tęsknić jak się wyprowadzę z tego kraju.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s