Lipiec 2017 z najwyższą górą Japonii czyli czy Fuji-san jest tak wysoka jak ją malują

Odkąd przeprowadziliśmy się do Japonii wspinaczka na szczyt Fuji była na samej górze listy do zrobienia w tym roku. Jeśli jednak ktoś liczy na wpis pełen radosnych opisów przyrody, przyjemnej wspinaczki zakończonej słowami ‘Fuji jest cudna, każdy powinien się na nią wspiąć’ niech się nie męczy z tym wpisem. Fuji zabija.

Fuji-san nie była super przyjemną górą i bardzo szybko pokazała mi, że pomimo bycia łatwą technicznie dalej jest jednak najwyższym szczytem Japonii.

Rocznie łącznie prawie 300 000 ludzi próbuje dostać się na szczyt pokonując jedną z 4 tras: Fujinomiya, Yoshida, Subashiri i Gotemba. Trasy te różnią się od siebie bardzo. Yoshida uznawana jest za najłatwiejszą, bo wspinaczkę zaczynamy na wysokości 2300 metrów, na trasie jest wiele górskich chatek, w których możemy odpocząć, zjeść i napić się wody, są również centra pierwszej pomocy, w których możemy wynająć kaski, tlen itp. To właśnie na trasie Yoshida możemy doświadczyć..kolejek na szczyt. W sezonie (od połowy lipca do połowy września) tą trasą wspina się olbrzymia ilość ludzi – w 2016 roku było to 151 969 osób. Dla porównania trasą Gotemba wspięło się 15 697 osób.

Jako że zarówno ja jak i Zamaan przed wejściem na Fuji sporo ćwiczyliśmy (wspólne godzinne tabaty dwa razy w tygodniu, ćwiczenia siłowe, HIIT, bieganie) postanowiliśmy więc wspiąć się na Fuji wybierając najtrudniejszą z tras czyli Gotemba Trail.

Wspinaczką trasą Gotemba zaczyna się na wysokości 1450 metrów i prowadzi południowo-wschodnią stroną spoglądającą na prefekturę Shizuoka i wg przewodników dotarcie na szczyt powinno zająć ok. 7 godzin. Nam 7 godzin zajęło dotarcie do najwyższej z górskich chatek czyli Akaiwa Hachigo-kan (7.9) znajdującej się na wysokości 3350 metrów.

Do wysokości 3000 metrów nie ma ani jednej chatki, ani jednej toalety. Ludzi można natomiast policzyć na palcach jednej ręki. Jest cicho i niesamowicie mgliście. Minimalna roślinność zanika i od 2500 metrów mamy wrażenie wspinaczki na Księżycu. Po kilkukrotnych wspinaczkach w Polsce i Stanach wspinaczka na Fuji to zupełnie nowe doświadczenie.

IMG_4030

IMG_4038

Pogoda na Fuji należy jednak do zmiennych. Czasem, niespodziewanie, wzmaga się wiatr i mgła znika w kilka minut. Dzięki temu udaje nam się zobaczyć zarówno szczyt jak i otaczające Fuji mniejsze góry, jeziora i prefektury.

IMG_4048IMG_4068IMG_4100

Na Fuji, tak jak i na polskich szczytach, spotykani ludzie wzruszają uprzejmością. Jesteśmy jedynymi obcokrajowcami, więc każdy stara się zamienić z nami chociaż słowo po angielsku, albo po prostu wita się po japońsku dorzucając na koniec ganbatte (jap. 頑張って) czyli odpowiednik naszego ‘powodzenia’ uśmiechając się szeroko.

Docieramy do chatki, nogi bolą mnie niemiłosiernie, mam wrażenie że zarówno do mięśni jak i na skórę ktoś wylał mi wrzątek. Mięśnie dadzą radę, okazuje się jednak, że skóra nóg boli nie bez powodu. Pomimo regularnego smarowania się kremem z filtrem 50 zapomniałam o milimetrach skóry na nogach (przecież ciągle była mgła!). Fuji spaliła mnie dzięki temu na intensywnie czerwony wiór.

Na nogach miałam legginsy kupione jeszcze w Bostonie, które z powodów znanych tylko projektantowi tychże miały na wysokości łydek małe dziurki, coś na kształt wywietrzników. Sięgały też troszkę poniżej połowy łydki, więc mniej więcej 10 centymetrowy pas pomiędzy końcem legginsów i początkiem wysokich skarpet był zupełnie niechronioną częścią ciała.

Została mi więc pamiątka z Fuji, którą na potrzeby tego wpisu nazwę tatuażem:)

IMG_4115

Chatka okazała się być bardzo przyjemnym miejscem, ze sporą ilością ludzi i bardzo przyjaznym nastawieniem. Zjedliśmy więc ciepły posiłek (wegańska uwaga: nieśliśmy je ze sobą, były to zalewane dania instant dr McDougalla kupione na http://www.iherb.com –  zupa fasolowa była super paskudna, pad thai okazał się przepyszny, na śniadanie zjedliśmy owsiankę z syropem klonowym również instant i ta również była mega!), wypiliśmy po małym piwie i tonie wody i zawinięci w koce i śpiwory poszliśmy spać. A dokładniej: próbowaliśmy zasnąć przez około 5 godzin, przewracając się z boku na bok, aż w końcu o 2 w nocy zwlekliśmy się ledwie przytomni, zjedliśmy po Cliff Barze (wegańskie batony, są i proteinowe i węglowodanowe) i bananie i ruszyliśmy ok.3 w nocy na szczyt, aby zobaczyć wschód słońca.

To była najtrudniejsza część całej wyprawy – ostatnie 400 metrów (w pionie) po kompletnie nieprzespanej nocy i z początkami choroby wysokościowej (oboje cierpieliśmy przez nudności i paskudny ból głowy) było piekłem. Zajęło nam to dobre 2 godziny, wlekliśmy się i motywowaliśmy na wzajem do każdego kroku i był to dla nas nie lada wyczyn, zdjęcia za szczytu są więc delikatnie to określając niczym szczególnym;)

 

IMG_0386IMG_1514

Na zdjęciu widać jaką radość sprawiło mi wejście;) Angry potato is my spirit animal!

Obojgu nam zależało na jak najszybszym zejściu, więc na szczycie spędziliśmy może z 20 minut. O 6 nad ranem były tam już kompletne tłumy, więc zdecydowaliśmy się zejść do chatki, spakować resztę rzeczy i zejść do 3000 metrów. Tam zjedliśmy śniadanie (w tym najsmaczniejszego arbuza jakiego w życiu jadłam, tak, arbuza!). Zostaliśmy poczęstowani również jednym z nielicznych japońskich przypadkowo wegańskich przysmaków czyli ryżowym ciasteczkiem-glutem – mochi (jap.もち) co, po wysiłku ostatnich godzin spowodowało, że miałam łzy w oczach:)

Najedzeni, odrobinę w lepszych humorach, ruszyliśmy w dół, dzięki czemu pierwsze objawy choroby wysokościowej zaczęły powoli ustępować. Zejście z przerwą na porządny posiłek zajęło nam około 4 godzin, zdecydowaliśmy się również wrócić tzw. osunabashiri czyli ‘wielkim piaskowym biegiem’ gdzie każdy krok, ze względy na osuwający się piasek i żwir, równa się 4 normalnym krokom. Zabawa byłaby pewnie przednia gdyby nie fakt, że po wcześniejszym wysiłku nasze kolana błagały o litość.

Jako namiętna zbieraczka przypinek kocham Japonię za to, że ułatwia ten nałóg na każdym kroku – oto i pamiątka z Fuji:)

photo

Czy weszłabym na Fuji raz jeszcze? Raczej nie. Czy żałuję, że weszłam? Zdecydowanie nie! Fuji to naprawdę konkretne doświadczenie, a wejście od strony Gotemby to sprawdzian charakteru, który był mi bardzo potrzebny:)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s